"Menstruacja? Faceci powinni być zainteresowani" - mówi Anna Marešová

MenstruacjaWywiad
Ondřej Tůma
| 31.8.2023
"Menstruacja? Faceci powinni być zainteresowani" - mówi Anna Marešová
Zdroj: Shutterstock

Jak połączyć pracę nad akcesoriami erotycznymi z projektowaniem tramwaju? I dlaczego projektantka Anna Marešová zaczyna produkować kubeczki menstruacyjne?

"Moja praca kręci się wokół kobiet, ich intymności i zdrowia. Tramwaj był tylko dodatkiem, choć całkiem udanym" - śmieje się jedna z najwybitniejszych czeskich projektantek, gdy rozmawiamy w jej studiu w Holešovicach. Kilka miesięcy temu zdobyła Oscara designu - nagrodę Red Dot Award - za projekt tramwaju turystycznego T3 Coupé.

Prestiżową nagrodę zdobyła również trzy lata temu, wówczas za luksusową markę wibratorów Whoop.de.doo, którą Anna Marešová tworzy od 2013 r. Choć w mediach najczęściej określa się ją mianem "dziewczyny od wibratorów", jest to zbytnie uproszczenie, bo w jej przypadku warto zwrócić uwagę na znacznie więcej.

Anna Marešová

Urodziła się w 1980 roku w Pradze. Studiowała projektowanie produktu na Uniwersytecie J.E. Purkyně w Ústí nad Labem oraz na Uniwersytecie Derby w Anglii. Jej praca licencjacka Tramwaj dla Pragi zdobyła nagrodę Narodowego Muzeum Technicznego, nagrodę Excellent Student Design Award 2009 oraz nagrodę Biennale Wzornictwa Przemysłowego BIO 22. Jej praca magisterska - zestaw akcesoriów erotycznych dla kobiet - otrzymała nagrodę National Student Design Award 2011 oraz Exit Design Award 2011.

Marka Whoop.de.doo jest jednym z projektów jej studia Anna Marešová designers od 2013 roku, gdzie pracuje nad zrównoważonym designem. W 2016 roku dodała do swojej kolekcji prestiżową nagrodę Red Dot Award za wibrator Whoop.de.doo. W marcu tego roku udało jej się ponownie wygrać Red Dot, tym razem za tramwaj wycieczkowy T3 Coupé.

Niedawno udostępniłeś na Facebooku zdjęcie z Los Angeles. Byłeś tam na wakacjach czy w pracy?

To była bardziej wycieczka. Mój chłopak poleciał do Ameryki do pracy i spakował mnie do swojej walizki. Ale kiedy wracaliśmy do domu przez Nowy Jork, umówiłam się na spotkanie z panią z agencji PR i poszłam głównie zobaczyć Muzeum Seksu, gdzie zostawiłam nasze próbki, aby sprawdzić, czy chcą je do swojego sklepu. Więc tak naprawdę byłem tam w pracy.

Jakie są szanse na przebicie się z produktami Whoop.de.doo za granicą?

Wierzę, że można to zrobić, nawet jeśli jest to trudne. Problemem nie jest to, że jesteśmy małą marką, ale to, że nie jesteśmy produktem, który można sprzedawać w dużych sieciach. Musimy więc robić małe kroki na raz.

Jak teraz radzicie sobie ze współpracą "transgraniczną"?

Doszedłem do wniosku, że najlepszą rzeczą do zrobienia jest szukanie partnerskich sklepów stacjonarnych za granicą i kontynuowanie marketingu z Czech. W tej chwili radzimy sobie całkiem nieźle na Słowacji i stopniowo chcemy rozszerzać działalność na Europę. To ciężka praca, ale dla mnie ma sens.

A co z rynkiem amerykańskim? Czy jest tam realna szansa?

Gdybyśmy sprzedawali w Muzeum Seksu, byłoby świetnie. W każdym razie jestem bardzo zadowolony ze sposobu, w jaki zareagowano na moje produkty w Ameryce. Na przykład pani, z którą robiłem PR w Nowym Jorku. Zabrała swoją siedemdziesięcioletnią matkę na spotkanie, siedziałyśmy w kawiarni w Muzeum Whitney, one rozpakowywały kulki Venus i wibrator z pudełek, chichocząc i podekscytowane. Kelner ciągle zerkał, żeby zobaczyć, co mamy. A kiedy to zobaczył, zarumienił się. Ale w końcu i tak wziął kartę, powiedział, że może się kiedyś przydać.

Więc żadnych purytanów?

Podobał im się fakt, że był to produkt premium. Że to był design, nic tandetnego. To właśnie przyciąga uwagę większości ludzi. I dlatego zdecydowałem się na ten biznesplan.

Jeśli chodzi o purytanizm, Ameryka jest krajem kontrastów. Dotyczy to również seksualności. Niektórym ludziom podobają się nasze produkty, innych one obrażają. To normalne.

Czy nadal wolisz butiki projektantów od tradycyjnych sklepów erotycznych?

Jak najbardziej. Chcemy pokazać, że te rzeczy należą do życia i nikt nie powinien się ich wstydzić. Zwłaszcza, gdy są pięknie wykonane. W Republice Czeskiej mamy już prawie wszystkie butiki projektantów. Unikamy klasycznych sex shopów, ponieważ jesteśmy zupełnie innym rodzajem towarów niż to, co zwykle jest tam oferowane.

Czy to nie błąd? Może znalazłoby się wystarczająco dużo ludzi, którzy by coś kupili...

Nie sądzę. Po prostu wtopilibyśmy się w tłum innych produktów. Klienci mogliby być zdziwieni wyższą ceną, ale mogliby nie zrozumieć naszej filozofii. Nie mają nic przeciwko tanim produktom z Chin.

Czy w Czechach istnieje luksusowy sex shop?

Oczywiście, jest butik o nazwie Intimity na ulicy Benediktská w Pradze. Nie może nas tam zabraknąć. Ale większość naszych produktów sprzedajemy online.

Jak duża część zamówień pochodzi z zagranicy?

Około 80 do 20 na korzyść Czech. Wiele zamówień pochodzi ze Słowacji. Staramy się podnieść nasz profil w Anglii. A potem to zwykle fale uderzeniowe. Na przykład ostatnio sprzedaliśmy 14 produktów do Danii. W większości przypadków jest to związane z tym, że ktoś polecił nas w artykule lub poście w mediach społecznościowych.

Więc byłoby dobrze, gdyby Victoria Beckham umieściła cię na Instagramie...

Byłoby świetnie. Ale najpierw musiałbym sprzedać towar warty bajońskie sumy, żeby móc sobie na to pozwolić.

Wiele firm współpracuje z przynajmniej krajowymi influencerami. A ty?

To trudne, jeśli chodzi o promocję w mediach społecznościowych. Kosmetyki czy ubrania są łatwe do sfotografowania, ale rzeczy erotyczne to po prostu coś innego. Wiem, że wiele czeskich aktorek i piosenkarek ma nas w domu, ale traktuję to jako ich intymną sprawę. Naszymi matkami chrzestnymi są Tonya Graves i Monika Naceva. Współpracujemy z Bereniką Kohoutovą, która będzie teraz naszą ambasadorką. Innym ojcem chrzestnym był Mardosha z Tata Bojs, który ochrzcił również tramwaj T3 Coupé.

Który produkt sprzedaje się najlepiej?

Kulki Venus. Mamy więcej odmian, więc łatwiej jest wybrać. Kulki są również świetne do wzmocnienia dna miednicy i po porodzie, a także zapobiegają nietrzymaniu moczu. Wibratory to klasyczna pomoc seksualna, ale są droższe, więc sprzedają się rzadziej.

Kiedyś chciałeś produkować wibrujące jajka...

Wciąż są w fazie rozwoju, ponieważ jest to dość wymagające technicznie i finansowo. W tym roku planujemy kubeczki menstruacyjne.

Dlaczego właśnie kubeczki?

Myślałam o tym od dłuższego czasu. Na rynku jest ich mnóstwo, ale wciąż uważam, że możemy zrobić to lepiej. Jest wiele parametrów, z którymi można pracować, aby kubeczek był jak najbardziej funkcjonalny - kształt, materiał, grubość ścianki, powierzchnia, rozmiar. Chcemy po prostu bawić się szczegółami. Ważne jest dla mnie również to, że ten produkt jest związany ze zrównoważonym stylem życia. Kubki pasują również do naszej ogólnej koncepcji, która kręci się wokół kobiet. Nie chcemy być kojarzeni tylko z erotyką, ale ogólnie z kobiecą intymnością.

Kiedy po raz pierwszy opublikowałem o tym na Facebooku, otrzymałem wiele pozytywnych reakcji. To tylko potwierdziło, że kubeczek menstruacyjny staje się coraz bardziej popularny w Czechach. Dziesięć lat temu był to bardzo alternatywny przedmiot, dziś jest to powszechna rzecz, której kobiety używają lub przynajmniej o niej myślą. Czuję, że nadszedł czas, abym i ja sięgnęła po taki produkt. Nawet jeśli dla niektórych wciąż może wydawać się to tabu.

Masz na myśli temat menstruacji?

To normalna rzecz dla kobiet, ale wielu facetów jej unika. Kiedy ostatnio rozmawiałam z facetem, którego znam i powiedziałam mu, że zamierzam produkować kubeczki menstruacyjne, wyglądał na skwaszonego, jakby to była zła rzecz. Widziałam więcej takich reakcji ze strony facetów. Dlatego też uważam, że dobrze jest otworzyć ten temat bardziej dla męskiej populacji. Faceci powinni być zainteresowani, a nie tylko robić miny.

Pod lupą

Od dłuższego czasu śledzimy historię odnoszącej sukcesy projektantki Anny Marešovej na naszych siostrzanych stronach Finmag.cz i Peníze.cz. Przeczytaj historię.

Od tramwaju do wibratora.

Anna Marešová: Nie wiemy, jak sprawić, by było miło

Biznesplan.

Chociaż pozycja kobiet w społeczeństwie zmienia się z biegiem czasu, pewne ustawienia nadal pozostają. Podczas gdy mężczyźni polowali na mamuty, mieli ekstremalne ćwiczenia, a następnie odpoczywali, kobiety były przyzwyczajone do stałej drobnej pracy, podtrzymywania ognia, opieki nad dziećmi. Nawet dzisiaj nie mają zbyt wiele czasu na odpoczynek. Potem, gdy mają miesiączkę, czują się źle i często obwiniają się za to, że są słabe. Wiele dziewcząt majstruje przy swoich okresach za pomocą hormonalnych środków antykoncepcyjnych, aby uniknąć nieprzyjemnych sytuacji, ale są one ogromnym ciosem dla ciała. Ja natomiast uważam, że dobrze jest obserwować naturalne procesy zachodzące w naszych ciałach i starać się je zrozumieć. Kubeczek menstruacyjny może odegrać w tym pewną rolę.

Przez ostatnie dwa lata pracowałaś nad tramwajem turystycznym T3 Coupé. Czy był jakiś sposób, aby połączyć to z rozwojem produktu dla Whoop.de.doo?

Nie bardzo. Chociaż miło było zrobić sobie przerwę od mojej poprzedniej rutyny, aby pracować nad innym projektem, jednocześnie praca nad Coupé była bardzo intensywna. W 2015 roku firma transportowa zwróciła się do mnie po raz pierwszy. Rok później spotkaliśmy się i rozmawialiśmy o tym, jak stworzyć tramwaj widokowy. W lutym 2017 r. przedstawiłem całą koncepcję i pokazałem pierwszy szkic. Pod koniec czerwca został on zatwierdzony z zastrzeżeniem, że tramwaj musi być gotowy do września 2018 roku. To był gorączkowy okres. Projekt był finalizowany, cała konstrukcja była rozwiązywana, ponieważ budowaliśmy tramwaj od podstaw. Pozostało tylko podwozie i tułów z przodu iz tyłu, w przeciwnym razie budowaliśmy wszystko od zera. I wszystko było już w produkcji. To była duża presja czasu, ale z drugiej strony musieliśmy cały czas pracować, więc początkowy entuzjazm nie został utracony, co czasami się zdarza, gdy masz dużo czasu na projekt.

Czy z perspektywy czasu nie obwiniasz się, że odłożyłeś własną markę na dalszy plan?

Fakt, że tramwaj się udał, napawa optymizmem. Kiedy dzisiaj ludzie podchodzą do mnie i mówią, że są podekscytowani naszym tramwajem, to jest to strasznie miłe. Ale to prawda, że ja sam cieszyłem się jazdą w przedziale dopiero po jakimś czasie, bo na początku cały czas patrzyłem, czy nie zrobiliśmy czegoś źle.

W tym roku już sobie powiedziałem, że nie będę się rozpraszał innymi projektami, że muszę pracować nad Whoop.de.doo. Zajmuję się produkcją, rozwojem, projektowaniem, marketingiem, każda rzecz wymaga dogłębnej pracy i różnych rzeczy operacyjnych, więc czasami nie wiem, gdzie jest moja głowa.

W tym roku zdobyłeś nagrodę Red Dot za T3 Coupe. Podobnie jak wibrator Whoop.de.doo trzy lata wcześniej. Którą nagrodę Red Dot cenisz bardziej?

Nie da się powiedzieć. Byłem bardzo zadowolony z obu. Choćby dlatego, że sam przeszedłem przez proces produkcji, projektując detale zarówno wibratora, jak i tramwaju. Oba zwycięstwa dały mi pozytywną energię do dalszej pracy.

Oba produkty - tramwaj i wibrator - są częściowo oparte na twoich szkolnych projektach.

To zabawne, musiałem mieć wtedy płodny okres. Ale to, co doceniam najbardziej, to faktyczna praca nad ich realizacją. To była ciężka praca.

Masz coś jeszcze z tamtego okresu w szufladzie? Może to będzie kolejny hit.

W szkole narysowałem elektrownię wiatrową, ale z tym wolałbym jeszcze chwilę poczekać.(śmiech) Na przykład, napisałem pracę doktorską na temat świateł i teraz zrobiliśmy dwa żyrandole dla klubu w Dlouhá. Ale to była tylko dygresja, teraz naprawdę chcę skupić się na Whoop.de.doo.

Wspomniałeś, że jesteś aktywnie zaangażowany w produkcję swoich projektów. Jak to wygląda, gdy drobna blondynka wchodzi do warsztatu z grupą facetów i zaczyna im mówić, co mają robić?

Oczywiście na początku musiałam wysłuchiwać uwag typu: "Na miłość boską, weź ją już za żonę, daj jej spokój". Myślę, że czasami nie byli ze mnie zbyt zadowoleni, ale ostatecznie była to świetna współpraca. Po początkowym wyczuciu zrozumieli, że nie jestem typem projektanta, który po prostu pojawi się pewnego dnia i powie: "Tak ma być i nie obchodzi mnie, jak to zrobisz". Wszystko robiłem z nimi osobiście i wspólnie pracowaliśmy nad ogrzewaniem, podłogą, oknami, malowaniem i wieloma innymi rzeczami związanymi z tramwajem. Widzieli, że żyję tym projektem i to zdecydowanie pomogło mi ich przekonać. Ostatecznie coupe było naszym wspólnym dzieckiem.

Czym różni się tworzenie wibratorów i tramwajów na planie?

Cóż, jeśli mam trochę przesadzić, to prawie wcale. W przypadku tramwaju masz do czynienia z centymetrami, w przypadku wibratora z milimetrami.

Dyskusja dot. artykułu

Nikt nie dodał jeszcze komentarza do dyskusji

Zostaw komentarz