Historia małżeństwa. Zbyt idealne rozstanie

DystrybucjaFilmKomunikacja
Komunikacja z partnerami
Końcówka filmu
Krytyka filmowa
Rozwód
Kamil Fila
| 11.9.2023
Historia małżeństwa. Zbyt idealne rozstanie
Zdroj: Shutterstock

Świetny film rozwodowy nie powstaje w każdym pokoleniu ani nie pojawia się regularnie w każdej dekadzie. Pojedyncze mocne historie są zapamiętywane na długo. Premiera Marriage Story na Netflixie w grudniu może być opisana jako jeden z punktów zwrotnych. To jest globalny hit, to jest sposób, w jaki związki rodzinne są postrzegane w tej dekadzie.

Czuła, intymna historia otrzymała przytłaczająco pozytywne opinie na festiwalach w Wenecji i Toronto, gdzie wygrała również głosowanie publiczności. Amerykański Instytut Filmowy, Krajowa Rada Recenzentów i magazyn Time jednogłośnie wybrały go jednym z dziesięciu najlepszych filmów roku, ponieważ ponad 95 procent otrzymanych recenzji było znacząco pozytywnych. Spośród sześciu nominacji do Złotego Globu, Laura Dern otrzymała tylko jedną w kategorii aktorki drugoplanowej, ale film nadal jest jednym z faworytów do Oscarów, które mają zostać ogłoszone 13 stycznia.

Posypały się kreskówki

Pomysł, by Charlie został reżyserem teatralnym zamiast filmowym, przyszedł do Drivera, który ma głębszy związek z teatrem niż z filmami. Dzięki temu historia nabrała nieco poważniejszego wymiaru, niż gdyby chodziło o to, że fikcyjny Noah Baumbach porzuca na jakiś czas swoje niezależne filmy artystyczne i musi szybko napisać scenariusz do komediowej kreskówki Madagaskar 3, bo potrzebuje pieniędzy na prawników (co zresztą się stało i jest jednym z zabawnie smutnych paradoksów współczesnego Hollywood).

Baumbach, który reżyseruje od połowy lat 90. i brał udział w konkursach w Berlinie, Wenecji, Cannes i Sundance, już raz nakręcił film o rozwodzie - "Sepia i wieloryb " opowiada o rozstaniu rodziców, za którymi podążają ich synowie, którzy muszą zdecydować, z kim chcą zostać. Ale dopiero w " Historii małżeńskiej " Baumbach staje się nowym Woodym Allenem - łagodnym żydowskim intelektualistą, który kręci filmy o podobnie myślących ludziach borykających się z najbardziej przyziemnymi problemami, a wszystko to oglądane przez lekką, ale nie krzykliwą komediową soczewkę.

Dalekie od uniwersalnego doświadczenia

Długość narracji pozwala na niemal każdą zmianę nastroju i postawy, przez którą mogą przejść takie postacie. Alienacja, próby zaaranżowanego małżeństwa i terapii dla par, małostkowe przekomarzania, próby konstruktywnego rozwiązania ich osobnego życia poprzez pożyczanie chłopców na zmianę, przerażające krwawe kłótnie życzące najgorszego, aż po bałaganiarską bitwę sądową, w której pojawiają się intymne i pikantne szczegóły. Obaj byli partnerzy, z ich inteligencją i elokwencją, nie muszą używać wulgarnego języka i prymitywnych obelg, ale mogą ranić się nawzajem w najbardziej wrażliwych miejscach. Trudno powiedzieć, który z nich jest lepszym aktorem i w jakim sensie. Podczas gdy Scarlett Johansson pozostaje z rodzajem cichej rezygnacji i potrzebą odnalezienia siebie, Driver jest tutaj zarówno bardziej napakowany akcją, jak i tym, który zostaje bardziej zraniony. Jego nieprzyzwoicie masywna twarz potrafi skumulować tak wiele emocji, a następnie uwolnić je z taką werwą, że nic dziwnego, że pojawiają się eseje na ten temat.

Chociaż historia początkowo udaje, że jest opowiadana z dwóch perspektyw, zestawiając dwa listy, które para miała napisać o sobie nawzajem do swojego terapeuty, tylko on może ją odczytać publicznie. Podobnie jak w Kramer kontra Kramer, dowiadujemy się o nieprzyjemnym fakcie, że ojcowie są automatycznie wykluczani z gry podczas rozwodów, ponieważ matkom konwencjonalnie przypisuje się "rolę opiekuńczą". W pewnym momencie nie wiemy, czy ojcowie walczą o swoje prawa rodzicielskie, ponieważ naprawdę zależy im na dziecku, czy też nie chcą przegrać bitwy z własnym ego o poczucie własnej ważności.

Ale jeśli jest jedna rzecz, o której Marriage History mówi najwięcej, to nie jest to, niestety dla ogólnego efektu, uniwersalna sytuacja, której codziennie doświadczają miliony par na całym świecie. Charlie i Nicole to dwójka uprzywilejowanych białych mężczyzn, którzy w każdej chwili mogą zdecydować się żyć inaczej, gdzie indziej i z kimś innym, a nawet samotnie. Zdobycie pracy przychodzi im z łatwością, bo wszyscy chwalą ich talenty, nie mają problemów z lataniem co kilka dni po całym kontynencie, kupnem drugiego domu, płaceniem wygórowanych sum prawnikom. Choć nie są największymi gwiazdami show-biznesu i Charliemu grozi, że przez jakiś czas nie będzie go stać na podobny styl życia, nie staje się to większym problemem. Poziom społeczny, czyli przynależność do określonej grupy społecznej, przestanie mieć znaczenie. Charlie i Nicole są świetnymi rodzicami, zarówno razem, jak i osobno. Nie trzeba długo zastanawiać się, dlaczego miałoby dojść między nimi do rozdźwięku, o ile oboje są otwarci i potrafią rozmawiać o swoich emocjach.

Autentyczność czy role?

Film, w skrócie, opiera się na tym, jak poczucie drobnej samorealizacji lub jedna mała niewierność może nieodwracalnie zrujnować wszystko. Tak jakby prawie dziesięć lat wspólnego życia nie nauczyło obojga ludzi dogadywania się na dobre i na złe. Oczywiście w dzisiejszych czasach i na co dzień ludzie rozstają się z podobnie "banalnych" powodów, które dla otoczenia mogą wydawać się niezrozumiałe. Problem z filmem jako dziełem, które widzowie "lubią" w określonym celu, jest inny. Niewątpliwie są momenty, w których najgłębsze prawdy o życiu zdają się przemawiać do nas z ekranu, uczucia każdego, kto kiedykolwiek doświadczył rozstania z jednej lub drugiej strony, przełożone na słowa. Możemy rzutować siebie na film, scenarzystę i reżysera w jednej osobie, prywatną historię Scarlett Johansson...

... ale kiedy prawda jest zbyt duża, doświadczamy innej sytuacji. Oglądamy scenę, w której zawodowa aktorka i jej życiowy reżyser, którzy wiele razy w życiu musieli razem robić lub uczestniczyć w sztukach o podobnej tematyce, krzyczą na siebie. Nawet w momentach największej autentyczności i pozornego zdemaskowania, mamy wrażenie, że oglądamy profesjonalistów, którzy wiedzą, jak wywołać największy efekt dla nas, niewidzialnej publiczności, na którą liczą.

Nie zdarza im się, tak jak reszcie z nas, że nagle nie mamy słów, nie wiemy co powiedzieć, mówimy głupoty, których żałujemy lub których się wstydzimy, a nawet zniżamy się do poziomu, który jest znacznie niższy niż moglibyśmy wcześniej uznać. Ale Charlie i Nicole są również doskonali w wyrażaniu nienawiści, obrzydzenia, użalania się nad sobą i obwiniania innych. Wydaje się, że odgrywają dla siebie idealny występ, a następnie są zadowoleni z występu, który dała i jak daleko był w stanie ją popchnąć.

Gdyby to zostało jakoś odzwierciedlone i film pokazał, jak ludzie w dzisiejszych czasach nauczyli się poprzez psychoterapie, oglądanie filmów i programów telewizyjnych lub własne doświadczenia aktorskie poruszać się w trudnych sytuacjach życiowych, jakby to była pięknie napisana rola lub medialny występ, który stworzyłby fajne memy w Internecie, taki film byłby świetny. Ale Noah Baumbach i główni bohaterowie najwyraźniej o tym nie pomyśleli i podchodzą do sprawy poważnie. A my, widzowie lubiący dramat i "krew", mamy to kupić szpulką.

Ekshibicjonizm opóźnionych masek

Tymczasem Historiamałżeńska nie jest nawet czarną komedią, która dopuszcza nadmiar i absurd, jak klasyczna Wojna państwa Rose z końca lat 80-tych. Historia małżeńska próbuje zasugerować nam (i sobie), że nie da się nakręcić nic bardziej autentycznego o związkach, że nie da się zbliżyć do zwykłego życia, a próba pojednania na końcu nie powinna być postrzegana jako banał, ale jako naturalnie postępujący rozwój, w którym z niewielkiego dystansu można zobaczyć rzeczy inaczej i lepiej, i że zawsze można dowiedzieć się czegoś, co było ukrywane, a tym samym przejść głębokie katharsis. W porównaniu do Kramer kontra Kramer, A Married History jest bardziej emocjonalnie pretensjonalne i przekombinowane.

Przypuszczam, że nie można oczekiwać od Baumbacha, że nakręci lub nakręcił kopię lub analogię Scen z życia małżeńskiego, którymi Ingmar Bergman na zawsze ustanowił prawdopodobnie nieosiągalny standard tego, co można wyrazić filmowo o długotrwałych związkach między mężczyznami i kobietami. Była to jednak epoka, w której filmy wciąż można było traktować poważnie pod względem ich emocjonalnej intensywności. Po raz pierwszy coś zostało powiedziane tak otwarcie - po erze rewolucji seksualnej i fizycznej ekspozycji nadeszła era emocjonalnej ekspozycji. Tyle tylko, że w dzisiejszych czasach te osobiste wyznania, które chcą być opowiedziane dla oczu innych, są tak zdewaluowane, że Historii małżeń stwa nie można traktować całkowicie poważnie, nawet jeśli jego twórcy by tego chcieli. Zresztą w całym filmie czuć zaskakujący powiew staroświeckości, gdy ze względu na stylizację scenerii, ubrań i fryzur nie wiemy nawet, czy akcja rozgrywa się w latach 70. i 80. czy we współczesności (obecność telefonów komórkowych i internetu zakotwicza nas w czasie teraźniejszym, ale wciąż pozostaje wrażenie, że idealny dla tej historii byłby zupełnie inny czas, historyczny i filmowy).

Jeśli jakikolwiek film może służyć jako kontrast dla A Married History, nie pozostaje nic innego, jak pomyśleć o irańskim dramacie The Separation of Nader and Simin (2011), który dziewięć lat temu zdobył Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Iran to kraj z wieloma społecznymi, religijnymi i politycznymi tabu, a jego filmy są mocno cenzurowane. Ale właśnie to pozwala filmowcom takim jak Asghar Farhadi znaleźć bardziej subtelne sposoby na wyrażenie smutku czy rozpaczy. Prawda nie polega na dawaniu absolutnego upustu emocjom. Często o wiele bardziej złożona jest cywilna sztuczność, zaciemnianie, próba zachowania twarzy i nie zgubienia maski. Pomysł, że bez maski nasze prawdziwe ja pozostaje fałszywe, wszyscy jesteśmy zarówno naszą maską, jak i tym, co jest pod nią, i to gra kontrastów obu czyni nas ludzko kompletnymi istotami.

Ekshibicjonizm i egotyzm obu postaci w A Married History powinny skłonić nas do zastanowienia się nie nad tym, jak bardzo mówią to samo, co my czasami myślimy i doświadczamy, ale czy można myśleć o ich ekspresji jako o tym, jak wyglądają dorośli ludzie - a nawet filmy dla dorosłych.

Dyskusja dot. artykułu

Nikt nie dodał jeszcze komentarza do dyskusji

Zostaw komentarz