Chęć pomagania nie jest zła, to prawo w Polsce jest złe – mówi Justyna Wydrzyńska, której grożą trzy lata za pomoc w aborcji

AborcjaAborcyjny Dream Team
prawo aborcyjne
Agata Komosa-Styczeń
| 29.3.2022
Chęć pomagania nie jest zła, to prawo w Polsce jest złe – mówi Justyna Wydrzyńska, której grożą trzy lata za pomoc w aborcji
Justyna Wydrzyńska (zdjęcie od Aborcyjnego Dream Teamu)

Justyna Wydrzyńska pomogła w zdobyciu leków poronnych kobiecie, która była w niechcianej ciąży. Kobieta poroniła, ale bez pomocy leków – ze stresu. Po odebraniu paczki z tabletkami w jej domu stawiła się policja. Justynie za pomoc w próbie przeprowadzenia aborcji farmakologicznej grożą trzy lata więzienia. To pierwszy taki proces w Europie, odbędzie się ósmego kwietnia w Warszawie.

Czy proces, w którym jest Pani oskarżoną, ma być straszakiem dla innych aktywistek aborcyjnych, czy prokuraturze zależy jednak na tym, by przeszedł bez echa?

Sama się nad tym zastanawiam. Znamienne jest, że to nie my ujawniłyśmy tę sprawę, tylko TVP, która jest na linii szybkiego informowania z prokuraturą. Sama jeszcze nie dostałam aktu oskarżenia, a TVP już informowało, że taki akt został sporządzony. Przywołuje się w nim fakt, że jestem aborcyjną aktywistką, co też ma znaczenie, bo wygląda to tak, jakbym miała być karana nie tylko za pomoc w zdobyciu leków, ale za całą działalność.

Kolejna sprawa to tempo, w jakim doszło do postawienia zarzutów. Śledztwo zamknięto w grudniu 2021, a sprawa odbędzie się 8 kwietnia 2022. Cztery miesiące – polskie sądy nie działają tak szybko. Nasi prawnicy stawiali, że będzie to co najmniej rok. Spodziewamy się więc, że to może być proces polityczny, ale nie mamy co do tego pewności.

Przywołuje się w nim fakt, że jestem aborcyjną aktywistką, co też ma znaczenie, bo wygląda to tak, jakbym miała być karana nie tylko za pomoc w zdobyciu leków, ale za całą działalność.

Czy pani Anna, której pomagała pani w zdobyciu leków, też jest zagrożona konsekwencjami prawnymi?

Polskie prawo mówi, że do 22 tygodnia ciąży można samodzielnie wykonać aborcję. Mimo to tabletki zostały jej zabrane, więc do aborcji nie doszło. Ta wiedza dotycząca możliwości dokonania aborcji farmakologicznej nie jest powszechna. Nawet policja nie zna prawa w Polsce, bo na doniesienie o tym, że kobieta ma tabletki poronne, funkcjonariusze zjawili się w jej domu. To co jest karane, to pomocnictwo przy przerwaniu ciąży. Jednak samo pomocnictwo nie jest dokładnie zdefiniowane, co powoduje efekt mrożący. Lekarze boją się nawet informować o możliwości samodzielnego przeprowadzenia aborcji farmakologicznej, bo nie chcą zostać pociągnięci do odpowiedzialności karnej. Prawo, o którym mówię, powstało w 1993 r., kiedy samodzielna aborcja farmakologiczna nie była możliwa, bo nie było jeszcze takich specyfików. Zostało więc napisane tak, by osoby chcące dokonać aborcji czuły się osamotnione i pozostawione same sobie, a do tego wstydziły się poprosić o pomoc.

Skoro samodzielna aborcja farmakologiczna jest zgodna z prawem, to czy leki mogące ją wywołać są powszechnie dostępne?

Tabletki poronne nie są dopuszczone do obrotu, natomiast substancje, mogące wywołać poronienie występują w lekach, które nie służą stricte do aborcji tylko do leczenia wrzodów żołądka. Lekarze znają działanie tych leków i wiedzą, że można je stosować do indukcji poronienia, nie wypisują ich jednak w tym celu. Żeby więc wejść w posiadanie takiej substancji trzeba skłamać lekarzowi, że dokucza nam inne schorzenie. A i tak lekarze zazwyczaj nie przepisują tych specyfików, tylko jakieś zamienniki, które już nie mają działania poronnego. Tabletki do aborcji farmakologicznej można zamówić od organizacji pomocowych, które się tym zajmują, np. Women Help Women czy Women on Web.

Kobiety nie mają tej wiedzy, a lekarze, którzy mogą to wiedzieć, nie informują o tym. A aborcja farmakologiczna istnieje od 2006 roku i jest to metoda rekomendowana przez WHO.

Dlaczego pomoc w zdobyciu tych tabletek jest ważna, skoro jednak można to zrobić samemu?

Kobiety nie mają tej wiedzy, a lekarze, którzy mogą to wiedzieć, nie informują o tym. A aborcja farmakologiczna istnieje od 2006 roku i jest to metoda rekomendowana przez WHO. My, jako Kobiety w Sieci i Aborcyjny Dream Team, informujemy kobiety od 16 lat i nikt nas za to do tej pory nie skazał. Kobiety zaczynają się szukać jakiejkolwiek wiedzy dotyczącej terminacji ciąży zazwyczaj dopiero wtedy, gdy są w potrzebie. Sama zrobiłam aborcje w wieku 33 lat i do tamtej pory nie interesowałam się tematem. Nie byłam aktywistką. I kiedy znalazłam się w niechcianej ciąży, zaczęłam przeczesywać internet. Uznałam, że tak być nie może, że wiedza dotycząca bezpiecznej metody terminacji ciąży jest tajemna. W marcu tego roku WHO wydała nawet rekomendacje, które wyraźnie mówią, że osoby, które posiadają doświadczenie i wiedzę, ale nie są personelem medycznym, mogą wspierać osoby w aborcjach farmakologicznych.

Niejednokrotnie spotykałam się z osobami, które dzwoniły do nas z informacją, że właśnie dowiedziały się, że ich planowana ciąża obumarła i lekarze każą im chodzić z płodem i czekać do poronienia. To nasza codzienność i takie osoby też wspieramy.

Pani jest taką doulą aborcyjną – co to dokładnie oznacza?

Jestem towarzyszką w aborcji. Sam proces terminacji ciąży to nie tylko przyjęcie leków. To moment, kiedy potwierdzamy ciążę, wybieramy metodę i rozmawiamy o tym, jaka jest odpowiednia. Informujemy kobietę, co się może wydarzyć, i towarzyszymy, gdy już przyjmie leki, by czuła się bezpiecznie..

Wydaje się, że taka doula byłaby też ogromnym wsparciem dla kobiet, które poroniły planowane ciąże.

Niejednokrotnie spotykałam się z osobami, które dzwoniły do nas z informacją, że właśnie dowiedziały się, że ich planowana ciąża obumarła i lekarze każą im chodzić z płodem i czekać do poronienia. To nasza codzienność i takie osoby też wspieramy. Ten proces można przyspieszyć i wcale nie trzeba skazywać osoby, która straciła ciążę, na samoistne poronienie. Lekarze mają narzędzia, mogą przyspieszyć ten proces - nie wiemy dlaczego z tego nie korzystają i skazują kobiety na cierpienie.

Jak wyglądała sytuacja z panią Anną, za pomoc której ma jest Pani teraz oskarżona?

Anna zgłosiła się do Aborcji bez Granic. To był sam początek pandemii i już pojawiały się informacje, że część krajów zamyka swoje granice. Ta kobieta była bardzo zdeterminowana, by zakończyć niechcianą ciążę. Zamówiła tabletki z Women Help Women, które bardzo długo nie dochodziły. To był już prawie 12 tydzień ciąży i dała nam znać, że nie chce czekać na leki i chce wyjechać za granicę. Jednak kiedy podzieliła się swoimi planami z mężem, ten ją zaszantażował. Mieli małe dziecko i kobieta chciała je zabrać ze sobą – partner zagroził jednak, że gdy to zrobi, on oskarży ją o porwanie rodzicielskie. Też mam doświadczenie takiej przemocowej relacji, więc jej sytuacja poruszyła mnie także osobiście. Ja z kolei miałam leki na własny użytek, zdecydowałam się je udostępnić. Kiedy paczka z tabletkami dotarła do pani Anny, najprawdopodobniej jej mąż zgłosił to na Policję.

Czy wiedząc, jakie będą konsekwencje, zrobiłaby pani to samo?

Tak – nasze prawo jest złe. Z kolei nic złego nie ma w tym, że pomagamy drugiemu człowiekowi w kryzysowym momencie jego życia. Wiem, że ona nie żałuje, dlatego ja też uważam, że postąpiłam właściwie.

PORADNIK ABORCYJNY

Jesteś w niechcianej ciąży? Nie jesteś sama, masz wiele bezpiecznych i legalnych opcji!

Przeczytaj nasz poradnik aborcyjny. Znajdziesz tam informacje o aborcji farmakologicznej (m.in. gdzie zdobyć tabletki), a także o możliwościach przerwania ciąży za granicą.

Dyskusja dot. artykułu

Nikt nie dodał jeszcze komentarza do dyskusji

Zostaw komentarz